Wpis 26, czyli Tomb Raider: kobieta z jajami;)

Fani Angeliny Jolie mogą być lekko zawiedzeni, bo nowa Lara Croft nie posiada aż tak imponującego biustu (albo jeśli spojrzeć za kulisy, specjalnego kombinezonu jeszcze bardziej go uwydatniającego). Nie patrzy na wszystkich z lekką wyższością i nie jest tak monumentalnie piękna. Jest za to bardziej realna, dziewczęca, ludzka i … dla mnie idealna. No cóż, nie poradzę nic na to, że bardzo lubię aktorkę, która wciela się w najnowszym filmie norweskiego reżysera, Roara Uthauga, w postać Lary Croft. Alicię Vikander, bo o niej mowa, po raz pierwszy zobaczyłam w filmie „Kryptonim U.N.C.L.E.” i natychmiast ją polubiłam. W “Tomb Raider” również nie zawodzi, a sam film jest na poziomie, którego nie spodziewałam się raczej po – jak błędnie wcześniej myślałam – odgrzewanym grobowcu. Grobowiec nie jest również przesmażony.

Lara wraz z ojcem mieszka w pięknej posiadłości. Jej ojciec, podróżnik, często wyjeżdża. Niestety pewnego dnia już nie wraca. Mijają lata. Lara zarabia pieniądze jako goniec, a szybka jazdą na rowerze zapewnia sobie odpowiedni poziom adrenaliny. Aż pewnego dnia… No właśnie, pewnego dnia w jej ręce trafia tajemnicza skrzyneczka, a przez przypadek (😉) gdy była dzieckiem, ojciec uczył ją jak je otwierać. Tym samym Lara otwiera puszkę Pandory, rozpoczynając jednocześnie serie nieprzewidzianych (zależy jak kto jest domyślny😉 ) zdarzeń. Bohaterka skacze jak kot, jest wytrzymała jak skala, odważna, mądra, inteligenta, gruboskórna (ale w dosłownym tego znaczeniu), a przy tym nadal wydaje się taka swojska. No cóż, „Tomb Raider”, to film, którym się nie zawiodłam i który obejrzałam z wielką przyjemnością od początku do końca, nie przysypiając w kinie, co czasami mi się zdarza. (Ach te wieczorne seanse).

Idąc do kina na film, w którego początkowych napisach nie ujrzymy stwierdzenia “na podstawie prawdziwej historii”,  nastawiam się na to, że bohaterowie będą charakteryzować się nadludzką siłą czy umiejętnościami i nie zliczam momentów, gdy akcja przekracza granice logiki. Nie lubię jednak, gdy jest to przerysowane jak np. w większości filmów ze Stevenem Seagalem. Tu na szczęście nie popełniono tego błędu i w świecie wykreowanym przez Uthauga czuję się świetnie. Co oczywiście nie znaczy, że zamieniłabym się z główną bohaterką. I to też jest plus filmu.  Polecam wszystkim fanom wartkiej akcji. I już wiem, kogo widziałabym w roli Mii z „Naznaczonej”😉.

zdjęcie z Filmweb.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s