Naznaczona: 8 Przemieniona

Dwa lata wcześniej

  Kiedy obudziłam się w białej, sterylnej sali, pomyślałam, że to czyściec. Piekło wyglądałoby chyba inaczej. Na niebo nie zasłużyłam. W końcu bez względu jak to się skończyło, chciałam odebrać sobie życie. Leżałam nago na czymś twardym i chłodnym. Prawie naga, bo przykrywało mnie papierowe białe prześcieradło. Chciałam wstać, ale coś nie pozwalało mi się ruszyć. Jakieś pasy przytrzymywały mnie unieruchamiając ręce i nogi. To z pewnością nie był czyściec. To musiało być jednak piekło. Zaczęłam wierzgać, szamotać się, w końcu krzyczeć, ale nic się nie działo, nikt się nie pojawiał. A gdy w końcu moja walka odebrała mi siły, zamknęłam oczy i czekałam na to, co miało się wydarzyć. 

  – Nie bój się. Jestem Alex i będę się tobą opiekował. – Tego głosu miałam nigdy nie zapomnieć. – To, co się zaraz wydarzy nie będzie długo trwało. Potem będzie już tylko lepiej. 

  Otworzyłam oczy. Stał nade mną ciemnowłosy mężczyzna. Jego oczy rozświetlały złote obwódki. Zadrżałam, bo nagle pojawiło się dziwne uczucie, że już go gdzieś widziałam. I wtedy to do mnie dotarło. To on zrzucił mnie z mostu. Kim był ten człowiek? Czego ode mnie chciał i co ja tu do cholery robiłam?

  – Czy ja umarłam? – Głos miałam cichy, ochrypły, przełknęłam więc ślinę i ponowiłam pytanie. – Czy ja nie żyję? – Ale on nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się, jak gdyby chciał mi dodać otuchy. – Słyszysz? – Oddech mi przyśpieszył i ponownie zaczęłam szarpać się w pasach, a każdy ruch bolał coraz bardziej. 

  Nagle stół drgnął i powoli zaczął obracać się wzdłuż dłuższej osi, tak, że po chwili moja twarz była naprzeciwko podłogi. Włosy prawie jej dotykały, skołtunione, czarne, niczym ziemia. 

  – Co mi robisz?! Słyszysz, co się dzieje!

  – Jeszcze chwila. Wszystko będzie dobrze – przemówił miękko, wręcz z czułością, co wydawało się w zaistniałej sytuacji kompletnie irracjonalne. 

 Mężczyzna odwrócił się i wyszedł z pomieszczenia. Krzyczałam, ale nie uzyskałam już żadnych odpowiedzi. Zostałam sama. Wtedy też stół drgnął. Poczułam, że część przy plecach porusza się, zmienia kształt. Jakby dopasowywała się do moich pleców i nagle niczym uderzenie morskiej fali, coś ostrego wbiło się w moją głowę, szyję, plecy, pośladki, nogi. Przebiło moją skórę i czułam jak coś jest pod nią wtłaczane. Setki małych igiełek aplikujących mi jakąś substancję. Zaczęłam krzyczeć z bólu. Poddałam się całkowicie panice, która zwiększyła się pod wpływem krwi, jaka kapała na papierowe prześcieradło, które opadło na podłogę, gdy stół się obrócił.  Było jej coraz więcej, aż w końcu cały papier zabarwił się na czerwono. Ból był przerażający, przeszywał całe moje ciało, paraliżował i jednocześnie zmuszał do ruchu. Igły wbijały się coraz głębiej i głębiej. Nie byłam w stanie myśleć, chciałam by przestali, by to się skończyło. I nagle, w ciągu jednej sekundy ból zniknął, mimo że igły nie opuściły mojego ciała. Nie byłam jednak w stanie nic powiedzieć. Świat zawirował, a ja zemdlałam. 

Teraz.

  – Max?! – Podrywam się z materaca, wciąż nie spuszczając wzroku z tych wszystkich  twarzy zza szklanej ściany. – Max?!

 Głos Maxa wypełnia mnie energią. Chcę go zobaczyć. Upewnić się, że z nim wszystko w porządku, ale nigdzie go nie dostrzegam. Tak bardzo się o niego martwiłam, że teraz po prostu muszę wiedzieć, że jest bezpieczny. 

  – W co wy ze mną pogrywacie? – krzyczę uderzając dłońmi w ścianę. Kilka najbliżej stojących osób odsuwa się, jakbym tym uderzeniem miała zniszczyć dzielącą nas przeszkodę. Inni, ci przy komputerach, obserwują coś, pokazując sobie palcami ciekawostki na ekranach wielkich monitorów. Czuję się jakbym była w zoo. Jakbym była turystyczną atrakcją. 

 Nie wiem gdzie jestem, ale to miejsce niewiele różni się od Agencji, gdzie spędziłam ostatnie dwa lata. Tylko, że tym razem nie dam się nabrać na żadne bajki o oczyszczaniu Ziemi z zainfekowanych osobników. Nikt nie namiesza mi w głowie, jak Alex, który chciał ze mnie zrobić swoją prawą ręką, ręką od zadań specjalnych. Ujrzał we mnie idealny materiał, który można dowolnie kształtować, by zmusić do zabijania niewinnych osób, pod pretekstem posiadania przez nich genu M, genu mordercy. 

 Nie skłamałam Deanowi mówiąc, że nikogo nie zabiłam. Ja ich tylko obezwładniałam. Ale nie mordowałam. Nie byłam świadoma, co robi Alex. Byłam jedynie zaślepiona. Tylko czy to czyni mnie niewinną?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s