Naznaczona: 11 Srebrna

W końcu poszliśmy się umyć. Ja asekuracyjnie dwie kabiny dalej. Max skończył wcześniej i gdy wyszłam, stał już na wpół ubrany przed wskazaną przez pannę Cambell szafką. Musiałam przyznać, że robił wrażenie. Wprawdzie czarny kolor jeszcze bardziej wysysał z niego kilogramy, ale i wyostrzył jego rysy, nadawał mu tajemniczości i groźnego wyglądu. Ale tylko wtedy, gdy był zamyślony. Gdy tylko mnie zobaczył, jego oczy ożyły i stał przede mną drażniący nastolatek.

— No proszę, do twarzy ci w czarnym — rzuciłam otwierając swoją szafkę.

— Tobie też będzie. Szczególnie z twoimi oczami.

— Matko, czy nie mógłbyś wysilić się na coś bardziej oryginalnego? — Ostentacyjnie wzniosłam oczy ku górze i zabrałam czarną stertę ubrań. Wróciłam do kabiny, żeby się przebrać. Standardowy zestaw szpiega, tak pomyślałam o ubraniach, gdy je zobaczyłam. Rurki, koszulka bez rękawów i kurtka. Oczywiście wojskowe buty. No po prostu krzyk mody.

— Szczerze to nie, bo mówię, co widzę — odpowiedział mi Max, gdy wróciłam.

— Taaa, brązowe oczy co najwyżej zleją się z czernią. Też mi wyjątkowość.

— Jak można nie pamiętać, że się nosi soczewki? — rzucił, ale widząc moją minę, dodał — To nie są soczewki?

— Co znaczy nie są?

Podeszłam do lustra i zamarłam. Nie przypominałam samej siebie. Moje czarne jak noc włosy były wprawdzie nadal czarne. Sylwetkę wciąż szpeciła niewiarygodna chudość, ale oczy, te już nie były brązowe. Nie były nawet ludzkie. Źrenica była czarna jak moje włosy tak jak obwódka tęczówki. Za to sama tęczówka mieniła się różnymi odcieniami srebra.

Podbiegłam do Maxa i złapałam jego twarz przyglądając się oczom.

— Moje są normalne — rzucił i nie wyczułam w nim ani odrobiny zazdrości. Miał ładne oczy, zielone, z ciemniejszą tęczówką przy źrenicach. Może jednak bym nie chciała się zabić, gdyby stanął na mojej drodze po śmierci rodziców i brata? Z tym swoim głupkowatym poczuciem humoru mógłby być moim wybawieniem. Nie poszłabym na most samobójców i jakiś…

Zamarłam. Przed oczami zamajaczyła mi twarz nieznajomego. Jego złote oczy jarzyły się i pulsowały, jakby stał przede mną. Z wrażenia aż usiadłam.

— Co się stało? — zapytał Max.

Chciałam mu powiedzieć, że właśnie przypomniałam sobie jak zginęłam. I że to wcale nie było samobójstwo. Może szłam na most z myślą, by zakończyć moje życie, ale to On mnie finalnie go pozbawił. Spojrzałam na Maxa, na jego zaniepokojone oblicze i naiwność z niego wyzierającą i już wiedziałam, że muszę to wszystko zachować dla siebie. Przynajmniej na razie.

— Czemu mi wcześniej nie powiedziałeś? — wydukałam siląc się na naturalność. Wolałam wyjaśnić moje zachowanie szokiem związanym z oczami.

— A co miałem krzyczeć, że masz srebrne oczy? Ludzie mają różne głupawki.

— Lepsze to niż gapienie się na moje cycki — bąknęłam pod nosem.

— Piersi jak już coś — zaśmiał się, a mnie zastanowiło czy on kiedykolwiek potrafi być zły, czy wkurzony i zrobiło mi się go żal. Był przez to taki bezbronny. Jak owca idąca na rzeź.

Panna Cambell pojawiła się w drzwiach, ale zanim wyprowadziła nas z szatni, uważnie się nam przyjrzała. Maxowi wygładziła czarny T-shirt, a mi poprawiła włosy. Spięłam je w kitkę używając czekającej na mnie gumki. A jakże — czarnej.

— Teraz wyglądacie jak ludzie — odrzekła i poprowadziła nas wąskim korytarzem, od którego odchodziły co kilka metrów drzwi do jakichś pomieszczeń. W końcu dotarliśmy do windy, ale nie pojechaliśmy na w górę, ale na dół. Cambell wyciągnęła mały srebrny klucz, po czym włożyła go w jeden z przycisków i dopiero wtedy go nacisnęła. Ruszyliśmy powoli, ale windą nieźle szarpnęło. Cambell wzniosła oczy ku górze.

— Tyle razy prosiłam by coś zrobili z tą windą.

— Najwyżej spadniemy — rzucił Max, na co kobieta zmarszczyła czoło w geście niezadowolenia. Jego żart — to chyba był żart — wyraźnie jej się nie spodobał.

W tym momencie winda zatrzymała się i otworzyły się drzwi. Naszym oczom ukazało się coś na kształt recepcji. Wielkie półokrągłe biurko a za nim filigranowa blondynka uśmiechająca się do nas przyjaźnie.

— Pan Voge oczekuje was – powiedziała wskazując wielkie drewniane drzwi. Gdy podeszliśmy bliżej mogłam przeczytać umieszczoną na nich tabliczkę. Alex Voge, dyrektor do spraw obrony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s