Naznaczona: 13 Wiedząca

Szłam za Alexem tym samym korytarzem, którym podążałam z panią Cambell i Maxem. Nadal nie wiedziałam, gdzie właściwie jesteśmy.

— Gdzie idziemy? — zapytałam rozglądając się dookoła. — I gdzie jest Max? No i po co nas tu trzymacie?

— Faktycznie działasz jak karabin. Powoli, spokojnie. Niczego przed tobą nie zamierzam ukrywać. Wszystko chcę ci pokazać i wyjaśnić, a myślę, że obrazy bardziej do ciebie przemówią, niż kolejne słowa.

Miał rację.

W końcu, po przejściu tysiąca korytarzy, otwarciu jeszcze większej ilości drzwi, dotarliśmy do wielkiego pomieszczenia ze szklanymi drzwiami. Wielkie wahadłowce otwierały się tylko po wpisaniu jakiegoś kodu. Alex go znał, bo po chwili byliśmy w środku. Biała, sterylna sala przypominała tą, w której się obudziłam, a potem tysiące igieł wbiło się w moje ciało. Przeszedł mnie dreszcz. To była ta sala. W lewym rogu znajdował się stół. Długi na trzy metry, ze zwisającymi po bokach pasami. Jego widok przywrócił wspomnienie bólu, jakiego doświadczyłam.

— To też widzę pamiętasz — rzucił Alex. Z jego spojrzenia nie mogłam niczego odczytać, a to jeszcze bardziej potęgowało niepokój.

— A nie powinnam? Dlaczego?

— Chodź, zaczniemy od początku. — Poprowadził mnie ku drzwiom, ale przechodząc koło stołu nie omieszkałam go dotknąć. Był niesamowicie zimny i gładki. Nie czułam żadnych wgłębień po igłach. Musiały być mikroskopijne.

Zostawiliśmy za sobą salę i znaleźliśmy się na kolejnym korytarzu.

— Można się tu zgubić.

— Za jakiś czas będziesz tu biegać z zamkniętymi oczami. Chodź. — Wskazał kolejne drzwi.

— To jak długo mam tu zostać? — Nie spodobała mi się ta wizja.

— To twój nowy dom — odpowiedział i weszliśmy do środka.

Pomieszczenie było zaciemnione i śmierdziało w nim czymś nieprzyjemnym. Mieszanką moczu, kału i potu. Alex złapał mnie za nadgarstek i pociągnął za sobą. Pozwoliłam na to, bo nie wiedziałam kompletnie co to za miejsce i szczerze się go bałam.

— Ludzie mają różne powody, by się zabić. Jaki ty miałaś? — zaczął, gdy tylko stanęliśmy.

— Nie mogłeś się mnie o to zapytać w swoim gabinecie?

— Nie, bo tam nie zobaczyłabyś, w jakim stanie znajdują się ochotnicy. — Położył nacisk na słowo „ochotnicy”. Nagle pomieszczenie rozjaśniło się, ale minimalnie, na tyle jednak, że zobaczyłam, iż stoimy na środku sali pełnej łóżek. Coś na nich leżało, ale przykryte było prześcieradłami.

— Gdzie my jesteśmy?

— Nazwijmy to sortownią. — Alex podszedł do najbliższego łóżka i odrzucił biały materiał. Dopiero teraz zauważyłam, że nie był całkowicie biały. Gdzieniegdzie zdobiły go jakieś plamy. Plamy krwi.

— Tacy do nas trafiacie. — Wskazał na łóżko. Podeszłam bliżej by natychmiast się cofnąć. Widok zmasakrowanego ciała przeraził mnie. Jakiś chłopak z roztrzaskaną czaszką, wielkim granatowo-brunatnym sińcem na połowie twarzy, a raczej na tym, co po niej zostało, leżał rozciągnięty na metalowych noszach. Otwarte oko łypało wprost na mnie. Cofnęłam się mimowolnie. Alex dopiero wtedy przyjrzał się ciału.

— Mówiłem naszym, żeby takich nie brali. Z niego nic nie będzie. To jest zwykły odpad! — wycedził przez zaciśnięte zęby. — Nie to chciałem, żebyś zobaczyła.

Stałam oszołomiona, ale nie na tyle, by zaniemówić. Po prostu nie spodziewałam się takiego pokazu. Świadomość podpowiadała mi, że moja reakcja powinna być inna, ale emocje, te wydawały się przytępione.

— Simon! — wrzasnął Alex i zaraz pojawił się przy nas niski, rudawy facet koło czterdziestki. — Simon, co to tu robi? — Wskazał na ciało.

— Przywieźli dopiro, jeszcze nie oglądnołem.

— To obejrzyj z łaski swojej. — Nieskrywana irytacja w głosie Alexa połączona z wyższością, z jaką patrzył na Simona, tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że to niebezpieczny facet i należy się mieć przed nim na baczności. — Jak wszyscy tak wyglądają, to na śmietnik z nimi, a nie do laboratorium!

— Tyn jest dobry. — Simon wskazał na inne łóżko. Zdążył już ocenić czy ciało spodoba się Alexowi. I faktycznie, gdy je zobaczył, uśmiechnął się do siebie, po czym podzielił się uśmiechem ze mną.

— Zobacz — zrzucił całkowicie płachtę i moim oczom ukazała się kobieta zaledwie dwudziestoparoletnia. Wyglądała, jakby spała, była tylko przeraźliwie blada. Powiodłam wzrokiem po jej ciele. Miała jędrne piersi, płaski brzuch i długie kasztanowe włosy. Kilka jasnych piegów zdobiło jej mały nosek i rozsypywało się po policzkach.

— Ona… — zaczęłam nieśmiało.

— Ona nie żyje. Mówiłem ci, że pozwalamy się wam zabić. A potem wskrzeszamy was do życia.

— Przecież to chore! — Cofnęłam się nie chcąc już na nią patrzeć. Jak ktoś tak piękny mógł chcieć się zabić? Dlaczego ja się zabiłam? Jak zginęłam? Jestem trupem? Chodzącym trupem? Wszystkie te pytania uderzyły z taką siłą, że musiałam złapać się czegoś, by nie upaść. Dopiero teraz emocje zaczęły dawać o sobie znać. Strach, niedowierzanie, złość, niepewność. Oddech mi przyspieszył, a serce zaczęło szybciej bić. Ale świadomość tego jeszcze bardziej mnie zdezorientowała.

— Skoro umarłam to, jakim cudem oddycham? Czuję ból? Rozmawiam z tobą?!

— Simonie, przygotuj ją do transformacji. — Zwrócił się do mężczyzny nie odrywając ode mnie wzroku. – Zaraz wszystkiego się dowiesz.

— Co z nią zrobicie? — zapytałam nie mogąc jeszcze pozbierać w całość tego, czego się dowiedziałam. Byłam martwa. Do jasnej cholery. Byłam trupem!

Simon popchnął łóżko, na którym leżała kobieta i wyjechał nim z sali.

— Chodź, zobaczysz co było dalej, po tym, jak tu trafiłaś. — Wyprowadził mnie znów na korytarz, zostawiając ciała tych, których również miała czekać transformacja.

— Nie wiem, czy chcę to oglądać — zawahałam się.

— Myślę, że powinnaś, ale nie będę cię zmuszał. Jeśli wolisz zobaczyć swój pokój… — przerwał dając mi czas do namysłu, a tak naprawdę podpuszczając mnie, na co oczywiście dałam się nabrać.

— Ok. Chyba powinnam to zobaczyć.

— Zuch dziewczyna. — Poklepał mnie po ramieniu i wpuścił do małego pomieszczenia, gdzie przez wielką szybę widać było stół i leżące na nim ciało kobiety. Przykrywało je papierowe prześcieradło i już wiedziałam, co się zaraz stanie.

— Widzisz to urządzenie? Tu wprowadzamy serum, które powiedzmy, obudzi ją na chwilę.

— Obudzi? — rzuciłam przyglądając się dziwnej konsoli, bo tak wyglądało to coś, co zajmowało całą ścianę po prawej stronie pomieszczenia. Dwa monitory i setki przycisków. Alex podszedł i nacisnął jeden z nich, co spowodowało wysunięcie się długiej, wąskiej kieszeni. To do niej włożył przezroczystą ampułkę z czymś różowawym.

— To ją obudzi — dodał i wcisnął inny przycisk. Kieszonka zamknęła się, po czym zaczęło się odliczanie. Trzy, dwa, jeden.

Kobietą wstrząsnęło. Natychmiast otworzyła oczy i zaczerpnęła pierwszy oddech niczym dopiero co narodzone dziecko. Zaczęła szamotać się w pasach, ale nic jej to nie dało. Nagle stół zaczął się obracać a papierowe prześcieradło spadło na podłogę. Wiedziałam co się wydarzy. Kobieta nie. Przerażenie na jej twarzy udzieliło się i mi. To było dziwne, bo wcześniej byłam pozbawiona emocji, a teraz z każdą chwilą czułam ich coraz większy napór.

Przełknęłam ślinę i podeszłam bliżej szyby kładąc na niej dłonie, bo kobieta właśnie zaczęła krzyczeć. Małe igły wbijały się w jej ciało, a krew spływająca z jej głowy, szyi, pleców i nóg, tworzyła strumyki łącząc się w krwistą rzekę, by złączyć się ostatecznie w krwawym jeziorze, barwiąc papierowe prześcieradło.

Kobieta w końcu zemdlała albo zasnęła. Nie ważne, ważne, że już nie odczuwała tego bólu, że obudzić miała się nowa. Żywa. Taka jak ja.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s