Naznaczona: 20. Ranny

Alex

Twarde podłoże. To czuję pierwsze. Zimno dźga mnie ze wszystkich stron, wywołując ból. Jest wszędzie i staje się coraz bardziej intensywny. Jakby ktoś czy coś, ściskało moje ciało, chcąc wycisnąć ze mnie krew. I to mrowienie w kończynach.

Chcę otworzyć powieki, ale są ciężkie niczym ołów. Robię głęboki wdech potem drugi i wtedy moich uszu dobiega pikanie, a zaraz po nim głosy.

— Wrócił.

— A ona?

— Patrz.

— Nie możliwe. Ale jak?

O czym oni mówią? Kto wrócił? Kim jest ona? Gdzie ja jestem?

— Podłącz mu Mechanika.

— Jesteś pewien?

— A ty byś chciał tak leżeć bez komunikacji?

— No fakt.

Czuję, jak coś zimnego zostaje przyłożone do mojego czoła i skroni. Małe ssawki najpierw przymocowują się do nich, a następnie dwie czujki przebijają skórę i wędrują wprost do rdzenia. I wtedy jakby ktoś zbudził mnie ze snu. Ponownie zaczerpuję powietrze, ale tym razem, gdy chcę zobaczyć, co się dzieje dookoła, powieki już nie stają mojej ciekawości na drodze. Za to czuję ból, który jednak szybko znika.

— Gdzie jestem? — pytam nie moim głosem. Jest podobny, nawet bardzo, ale czuję, że nie jest mój. Po prostu to wiem. Tak samo, jak czym jest urządzenie przymocowane do mojego czoła. Ale nie pamiętam, kim jestem, jak się tu znalazłem i czemu jestem w takim stanie?

— Witaj Alex.

Widzę młodego mężczyznę podchodzącego do mnie. W jego spojrzeniu jest coś dziwnego, czego nie umiem odszyfrować. Patrzy na mnie, jakby chciał mnie jednocześnie zabić i za coś podziękować. W rękach trzyma lustro.

— Alex? — Tak mam na imię? — Kim jesteś? — W moim głosie nie słychać niepokoju, ale czuję go całym sobą.

Mężczyzna posyła mi zdezorientowane spojrzenie. Czuję się coraz gorzej. Oddaje to pikanie maszyny stojącej za moją głową.

— Nie pamiętasz?

— Nie. Czy zostałem porwany? — mówię za pomocą Mechanika, ale chciałbym sam to z siebie wykrzyczeć. A najlepiej zerwać się stąd i uciec. Ale nie mogę. Leżę bez kontroli nad własnym ciałem.

— Porwany? Oczywiście, że nie. — Mężczyzna zaczyna się nerwowo śmiać, a mnie przechodzi dziwne uczucie strachu i bezsilności.

Już kiedyś je czułem. Ale kiedy? Pikanie robi się coraz bardziej nieznośne. Do łóżka podbiega jakaś kobieta, odsuwając mężczyznę na bok. Jej zdecydowane, wyszkolone ruchy, mój przyśpieszony oddech i ucisk w klatce piersiowej wywołują panikę, coś, czego nie czułem od dawna. I wtedy mechaniczne oko wyłącza się, a ja widzę ciemne pomieszczenie, czuję smród wilgoci, a ból odchodzący z prawej nogi nie pozwala mi się skoncentrować. Jestem ranny. I jestem w innym świecie, w innej rzeczywistości, w której wszystko się dla mnie zaczęło.

Co się dzieje? Przełykam nerwowo ślinę i wyciągam rękę, by wyczuć, co jest obok. Dociera do mnie więcej bodźców. Stęchliznę mąci metaliczny zapach, nieprzyjemny, podchodzący dziwnym smrodem. Gdy odkopałem Puszka, smród był podobny. Ale tak bardzo chciałem zobaczyć, czy zabrały go Anioły. Jednak chyba o nim zapomniały, bo został tam, gdzie go zakopałem z mamą, tylko że znalazł nowych przyjaciół. Białych, wijących się po nich we wszystkich kierunkach.

Teraz też go czuję. Ten smród.

— Puszek? — szepczę i nie poznaję swojego głosu, bo jest głosem dziecka tak jak i dłoń wyciągnięta przede mnie, próbująca dotknąć leżącej obok kobiety. Mama?

Już pamiętam. O matko, nie chcę tu być, nie chce przechodzić jeszcze raz tego wszystkiego.

— Ciii — szepcze, ale nie otwiera oczu.

— Mamusiu — zaczynam płakać. Chcę to powstrzymać, ale nie mam wpływu na wspomnienia. Chcę się obudzić. Już!

— Ciii, wszys…tko bę…dzie do… — już nie kończy, a wraz z oddechem ulatnia się z niej życie, ale ja jeszcze o tym nie wiem.

— Śpij, śpij — Łkam, wtulając się w jej ciało, czując coś mokrego na policzku. Nie odrywam się jednak od niej. Sam zamykam oczy, by zasnąć, by nie czuć bólu w nóżce.

Budzi mnie skrzypienie. Nie podnoszę się jednak i nie uciekam. Leżę nadal wtulony w mamusię.

— Zabierz ją — rozkazuje męski głos. Jest nieprzyjemny, chropowaty. Boję się go.

Chwytam mocniej mamę, ale mężczyzna, który wchodzi zaraz za nim, jednym ruchem odrywa mnie od niej, rzucając pod ścianę. Uderzam w nią głową na tyle mocno, że jestem oszołomiony, ale na tyle słabo, że nadal wszystko słyszę.

Leżę ranny, z głową opartą o zimną podłogę, z oczami otwartymi, z niemym krzykiem rozdzierającym moje małe, dziecięce ciało. Chciałbym, by ją zostawili, by jej nie dotykali, ale jeden z nich nachyla się nad mamą, łapiąc ją za twarz i przyglądając się jej z jakąś dziwną satysfakcją.

— I co? Mówiłem, że nie jesteś wyjątkowa?

Nagle jego pewność siebie przeradza się w zdziwienie. Puszcza twarz mamy i zaczyna klepać ją po policzkach.

— Hej, obudź się księżniczko. — Poklepywanie staje się coraz bardziej nerwowe i nerwowe, aż w końcu mężczyzna wybucha. — Kurwa mać! Nie żyje!

— Mówiłem ci nie za długo. Zabiłeś ją!

— Nie możliwe! — W ich głosach słychać panikę.

— No jak kurwa niemożliwe. No trup z niej. Przecież on nas kurwa zapierdoli.

— Nie przesadzaj. Takich ścierw nie żal. Żal ci jej?

— Ale ty jesteś kurwa tępy. W dupie mam ją, ale siebie już nie. Kurwa mać! — Łapie się za głowę, jakby chciał wyrwać sobie włosy.

— A bachor? — pyta drugi, a mi już jest obojętne, co się stanie, bo w głowie powtarzają się niczym echo słowa „zabiłeś ją”.

— Chuj nam po nim. Spierdalamy stąd. Może mamy szansę przeżyć.

— Żartujesz sobie? — Mężczyzna pochylony nad mamą wpada w jeszcze większą panikę.

— A wyglądam, jakbym żartował? Zostaw ich. Idziemy! — Warczy i wychodzi tak samo, jak drugi z mężczyzn. Drzwi zostawiają otwarte, ale nie uciekam, tylko czołgam się do mamusi, ponownie przywierając do jej martwego ciała. Dopiero wtedy dostrzegam, jak bardzo jest pobita. Smuga światła odkrywa przede mną okropny widok.

Ma wciąż na sobie swoją ulubioną sukienkę, ale teraz koło niebieskich kwiatów, powstały nowe, czerwone i jest ich więcej. Twarz ma posiniaczoną i podrapaną. Włosy, które pozwalał mi czesać, które zawsze były aksamitne w dotyku, teraz są posklejane i jest ich znacznie mniej, jakby ktoś jej je powyrywał.

Bezsilność i obojętność, jakie jeszcze chwilę we mnie zalegały, wypycha złość. Nie wiedziałem, że w tak małym ciele tyle potrafi jej być.

Zniszczyli mi mamusię. Zabili mi ją, a teraz ja zabiję ich. Przysięgam! Zabiję ich wszystkich!

Haust powietrza zbudza mnie z letargu, w jaki wpadłem. Znów jestem dorosły. Jestem w tej samej sali, gdzie się obudziłem. Nade mną stoi Max, a ja pamiętam już wszystko.

— Gdzie ona jest? — Tym razem to mój głos wydobywający się przez moje wargi. Brak mi sił, ale mam ich na tyle, by powoli zdjąć Mechanika z głowy. Cholernie nieprzyjemne uczucie, gdy robi się to samemu. Momentalnie przechylam się na lewo i zwisając, pozbywam się żółci z żołądka. Gdy podnoszę oczy, widzę, jak moja lewa dłoń połączona jest z inną dłonią, przez co nasze ręce tworzą zwisający most. To dlatego nie mogłem ruszyć lewą ręką, chcąc zdjąć Mechanika. Ale to teraz nie ważne, bo czy jest coś ważniejszego, niż trzymanie Mii za rękę?

Leży obok na takim samym łóżku jak ja.

— Mia — szepczę, ściskając ją mocniej. Bandaże okalające nasze dłonie nie pozostawiają możliwości na inny ruch.

— Pomóż mi — odwracam się do Maxa — i przysuń mnie bliżej. — A ten bez zbędnych pytań przysuwa moje łóżko na tyle, bym mógł przycisnąć nasze splecione dłonie do siebie i pocałować wystający spod bandaży kawałeczek jej skóry.

— Jak to możliwe? — pyta Max, patrząc na to, co dzieje się z Mią. Ja też podziwiam piękno połączenia, jakie między nami zaistniało. Nigdy nawet nie marzyłem o tym, by było aż tak zaawansowane. A jednak to, czego tak bardzo strzegła moja matka, w rękach moich i Mii, stało się niewyobrażalnie wspaniałe. Zupełnie inne, niż — czego obawiała się mama — pragnął ojciec.

— Do końca nie wiem — odpowiadam zgodnie z prawdą.

— Sam to zrobiłeś i nie wiesz?

— Ja tylko trafiłem na nią. — Wpatruję się w Mię i nie oglądam już szczątków, jakie z niej zostały, ale odbudowane ciało, piękne, zdrowe, silne, ale przede wszystkim żywe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s