Naznaczona: 14 Niezniszczalna

Teraz.

Do pomieszczenia wchodzi dwoje ludzi ubranych w białe kombinezony. Patrzą na mnie niepewni, czy czegoś im nie zrobię. Rzecz w tym, że umiem panować nad emocjami, tym bardziej, gdy jeszcze przyświeca mi cel, a mój jest chyba oczywisty. Zabić Alexa.

— Co mam zrobić? — Patrzę wyczekująco. W końcu jeden z przybyszów odzywa się przytłumionym, chropowatym głosem dobiegającym z wnętrza kombinezonu.

— Proszę wyciągnąć rękę.

— Prawą, lewą?

— Obojętne. Musimy zbadać krew.

Robię o co prosi. Podciągam rękaw, a moim oczom ukazuje się coś dziwnego. Mam nowe znaki, ale tylko ja zdaję sobie z nich sprawę. Po przemianie wszyscy otrzymujemy znaki. Za każdym razem, gdy podczas szkolenia podawane zostaje nowe serum. Małe bruzdy na skórze niczym mroźne obrazy, rozciągają się po naszym ciele, tworząc wzory, ścieżki, krajobrazy znaków. Tych na rękach jest więcej. To znaczy, że cokolwiek podał mi Alex, zadziałało i jest we mnie.

— Tylko krew?

— To w zupełności wystarczy.

Siedzę i czekam, aż przygotują aplikator. Małe urządzenie z dość długą i grubą igłą, przez którą w mój obieg wprowadzone zostaną sensory. Zarejestrują co muszą, prześlą dane do komputerów, po czym rozpuszczą się w mojej krwi.

Obserwuję, jak aplikator zbliża się do żyły, jak dotyka skóry, ale nic się nie dzieje.

Nie czuję ukłucia. Patrzę na tego, który męczy się z urządzeniem.

— Jak masz na imię?

Mężczyzna na moment przerywa zabawę.

— No chyba tyle możesz mi powiedzieć.

— Kyle.

— Hej Kyle, ja jestem Mia. Widzę, że masz problem z aplikatorem.

Wiem, jak brzmi, to co powiedziałam. Kyle też wie, bo łypie na mnie z irytacją. Nikt nie lubi być traktowany z udawaną grzecznością, a mój sarkastyczny uśmiech utwierdza go tylko, że bawi mnie ich strach przede mną. Czuję go z każdym ich oddechem. Śmierdzą strachem tak jak ja potem. Znów nachodzi mnie myśl, że powinni dać mi jakieś świeże ubranie, uprzednio pozwalając się umyć.

— Masz. — Drugi z mężczyzn podaje Kyle’owi nowe urządzenie.

— Nie stresuj się tak. Nic wam nie zrobię.

Sama nie wiem, po co to mówię. Oni traktują mnie jak wroga i raczej nic tego nie zmieni.

— Nie wolno nam z tobą rozmawiać.

— No tak. Bo jeszcze was zaczaruję.

— To samo — mówi do kolegi Kyle i rzuca mi dziwne spojrzenie. Mieszankę zaskoczenia i niedowierzania pomieszaną ze złością.

— To trup, może dlatego.

— Ten trup was słyszy — odzywam się, czując niesmak, ale oni nie zwracają na mnie uwagi. Chcą jak najszybciej skończyć powierzone im zadanie i wyjść z tego pokoju.

— Przyciśnij mocniej. — Dyryguje drugi i zamienia się z kolegą. Nagle w pomieszczeniu rozchodzi się głos.

— Co się dzieje?

— Nie możemy się przebić — tłumaczy Kyle.

— Użyjcie większej igły.

— Już to zrobiliśmy. — Kolega Kyle’a wydaje się podenerwowany. — Nawet cięcie nożycowe nic nie dało.

— Zmień materiał — instruuje kobiecy głos.

Widzę, jak mężczyźni szukają czegoś na małym stoliku, jaki przywieźli ze sobą. W końcu ponownie próbują zaaplikować mi sensor.

— Nic.

— Niemożliwe. Zmieniłeś urządzenie?

Zdają się tak zagubieni, że zaczyna to być zabawne. Przy ponownej próbie łapię za dłoń Kyla. Chce odskoczyć, ale nie ma ze mną szans. Przyciskam urządzenie do przegubu i dopiero wtedy czuję ukłucie. Kyle syczy, ale ja naciskam spust i sensor zostaje wprowadzony pod skórę.

— Moja dłoń! — Kyle kuli się trzymając rękę. — Złamałaś mi palce ty głup… — Reszty nie rozumiem, bo jego kolega wyprowadza go z sali.

— Połóż się, proszę. — Kobiecy głos jest zimny i bez wyrazu. Zupełnie ignoruje mój wkład w badanie. 

Kładę się, jeśli to ma im pomóc. Najchętniej pozbyłabym się sensorów. Wcale nie chcę, by wiedzieli, co mi jest. Zastanawiam się też, czemu dopiero ja mogłam przebić się przez skórę. Z pewnością zachodzą we mnie zmiany, ale jakie? Może te aplikatory były wadliwe? Sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Po Alexie można się spodziewać wszystkiego, a skoro chciał zrobić ze mnie swojego żołnierza, to spodziewać się mogę tylko najgorszego. Świadczyć może o tym, chociaż to, co zrobił z Tamarą, kobietą o rudych włosach, której przemianę obserwowałam wraz z Alexem. Nie ważna była ona, ale to, kim miała się stać. Jednak jej organizm nie wytrzymał obciążenia i ciało, zamiast stać się silne, zaczęło się rozpadać. Nie chcę się rozpaść, zanim nie zabiję Alexa.

Zamykam powieki i jakimś cudem znów przenoszę się w czasie, ale jeszcze zanim Alex zepchnął mnie z mostu, zanim trafiłam do Agencji, o której przeciętny śmiertelnik nie wiedział, zanim się zakochałam.

Miałam taką fajną rodzinę. Mamę, która śpiewała piosenki, gdy jeździliśmy na zakupy. Tatę, z którym mogłam gadać godzinami, oraz brata, który mógł godzinami gadać ze mną. Mama zajmowała się nami, a tato pracował w firmie telekomunikacyjnej. Mieliśmy mały domek na przedmieściach, niedaleko granicy z Pograniczem i dwa auta, bo brat dopiero co zdał prawko. Świat był taki normalny i zwyczajny. A potem jeden incydent wszystko przekreślił.

Widzę ich wszystkich pod powiekami i czuję, jak łza spływa mi po policzku. Już dawno nie płakałam. Bardzo dawno.

Nagle docierają do mnie jakieś dźwięki. Otwieram oczy i rozglądam się po sali, ale nikogo dookoła mnie nie ma. Za to dziwny ruch panuje za szklaną ścianą. Zaskakujące, że słyszę dobiegające stamtąd dźwięki. Chyba że zostawili włączony mikrofon.

Oglądają coś na monitorach, wskazując na to palcami. Na to i na mnie. Kiedy orientują się, że ich obserwuję, zamierają.

Teraz jestem pewna, że coś złego dzieje się ze mną, ale mimo to nie czuję strachu. I tak nic na to nie poradzę.

— Czy możesz usiąść? Nasi laboranci muszą raz jeszcze zaaplikować ci sensory — wyjaśnia kobiecy głos i nawet widzę jego właścicielkę. Blondynka z kokiem. Kiwam głową. I nagle słyszę swoje imię.

— Mia — głos Maxa zdaje się dochodzić z kilku metrów, ale w sali go nie ma. Odszukuję go w pomieszczeniu obok, ale stoi za daleko mikrofonu, który trzyma blondynka. Skupiam na nim wzrok. — Co jej jest?

— Rzecz w tym, że nie wiemy — odpowiada blondynka, zasłaniając mikrofon, a mimo to jej słowa są w mojej głowie. Czuje się dziwnie. Czy ja słyszę przez ścianę? Czy mam halucynacje?

— Jak nie wiecie?

— Sensory zniknęły.

— Co?

— Rozpłynęły się, rozpuściły, nie wiem jak to wyjaśnić. Nie ma ich.

— Może były wadliwe? — Max jak zawsze szuka logicznego wyjaśnienia. Zawsze mnie to śmieszyło, bo żyliśmy tam, gdzie logika nie obowiązuje.

— Albo były wadliwe, albo to jej sprawka. — Blondynka przygląda się mi, wysilając się na nieszczery uśmiech. Oj kochana, ja cię słyszę.

— Niezniszczalna — mówi Max, ale nikt nie słyszy jego, jakby szeptał. Tylko ja widzę przerażenie w jego oczach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s